Sens ludzkiego cierpienia

Ks. Eugeniusz Guździoł


[powrót do poprzedniej strony]


marzec 2002 r.


Sens ludzkiego cierpienia

"W moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół" (Kol 1, 24) pisze święty Paweł, odsłaniając zbawczą wartość cierpienia.
Cierpienie..., zdaje się przynależeć do transcendencji człowieka: jest jednym z tych punktów, w których człowiek zostaje niejako "skazany" na to, ażeby przerastał samego siebie i zostaje do tego w tajemniczy sposób wezwany. Cierpienie ludzkie budzi współczucie, a także szacunek i na swój sposób onieśmiela. Konkretny człowiek w swoim cierpieniu pozostaje tajemnicą. Można wprowadzić rozróżnienie pomiędzy cierpieniem fizycznym, a cierpieniem moralnym. Do pewnego stopnia można używać zamiennie wyrazów "cierpienie" i "ból"; cierpienie fizyczne zachodzi wówczas, gdy "boli ciało", a cierpienie moralne jest "bólem duszy".

Można też powiedzieć, że człowiek cierpi wówczas, gdy doznaje jakiegokolwiek zła. Stąd rzeczywistość cierpienia wywołuje pytanie o istotę zła: czym jest zło? Chrześcijaństwo głosi zasadnicze dobro istnienia oraz dobro tego, co istnieje. Wyznaje dobroć Stwórcy i głosi dobro stworzeń. Człowiek cierpi z powodu zła, które jest jakimś brakiem, ograniczeniem lub wypaczeniem dobra. Można również powiedzieć, że człowiek cierpi z racji dobra, które nie jest jego udziałem, od którego został odcięty lub, którego sam się pozbawił. Cierpi w szczególności wówczas, gdy to dobro w normalnym porządku rzeczy "winno" być jego udziałem, a nie jest.

Cierpienie ludzkie to swoisty "świat", który bytuje wraz z człowiekiem; pojawia się w nim i przemija, a czasem nie przemija, ale utrwala się w nim i pogłębia. Każdy człowiek przez swe osobiste cierpienie jest cząstką tego "świata", a równocześnie ów "świat" cierpienia w nim jako całość się skupia. Oto parę przykładów naszego "świata" cierpienia.

1. 11 września 2001 roku ataki terrorystyczne na Nowy Jork i Waszyngton. Jest godzina 8.45 czasu nowojorskiego pierwszy samolot z pasażerami na pokładzie uderza w jedną z wież World Trade Center na Manhattanie. Południowa wieża została zaatakowana przez terrorystów 18 minut później. Niewiele ponad godzinę później obie runęły. Zginęło kilka tysięcy osób. Cierpienie osób, którzy zginęli niektórzy wyskakiwali z okien, by nie spłonąć żywcem. Cierpienie ich bliskich, którzy zderzyli się z tragiczną prawdą o ich śmierci. Wtedy wszyscy byliśmy Amerykanami: w przerażeniu, że tak można, w milczeniu, we wspólnej modlitwie.

2. 10 października 2001 roku młody kapłan, ksiądz Paweł Godziszewski, został poddany powtórnej operacji usunięcia narośli z mózgu.(Pierwsza miała miejsce kilka lat wcześniej i zakończyła się pełnym powrotem do zdrowia). Operacja trwała sześć godzin. Przed jej rozpoczęciem chory powiedział, że ofiarowuje swoje cierpienie za jednego kolegę z roku. Niestety po zabiegu pozostał niedowład jednej strony ciała. Po wypisaniu ze szpitala znalazł opiekę na probostwie w swej dawnej parafii pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego w Poznaniu. Przeżył tam czas oczekiwania na bezpośrednie spotkanie Jezusem otoczony godną podziwu troską Księdza Proboszcza, kapłanów zwłaszcza kolegów z roku i Parafian. Zmarł 22 stycznia 2002 roku. Chciałoby się okazać wdzięczność Księdzu Pawłowi za dar cierpienia, którym ubogacił Kościół poznański i kaliski i podziękować tym, w których jego cierpienie wyzwoliło tak wielką miłość.

Wobec całego świata cierpień, wobec cierpienia doświadczanego przez konkretnego człowieka pojawia się pytanie:, dlaczego? Jest to pytanie o powód, o rację, zarazem o cel, w ostateczności zaś zawsze pytanie o sens. Pokrewnym temu i podobnie trudnym jest pytanie o zło. Dlaczego zło? Dlaczego zło w świecie? Te pytania stawia człowiek człowiekowi, a także człowiek Bogu. Bóg słucha tego pytania i oczekuje na nie. Znalazło to swój wyraz w Księdze Hioba. Sprawiedliwy człowiek, bez żadnej ze swej strony winy zostaje doświadczony wielorakim cierpieniem. Traci majątek, dzieci i sam zostaje dotknięty ciężką chorobą. W tej straszliwej sytuacji przychodzą do niego trzej starzy znajomi i przekonują go, że skoro dotyka go takie cierpienie musiał dopuścić się wielkiej winy. Cierpienie bowiem mówią przychodzi na człowieka zawsze jako kara za grzechy. Cierpienie w ich oczach może mieć sens wyłącznie jako kara za grzech, wyłącznie na gruncie sprawiedliwości Boga, który odpłaca dobrem za dobro, a złem za zło. Obiektywny ład moralny domaga się kary za przestępstwo, za grzech i winę. Z tego punktu widzenia cierpienie jest "złem usprawiedliwionym". Przekonanie tych, którzy wyjaśniają cierpienie jako karę za grzech, znajduje swe oparcie w porządku sprawiedliwości. Przyjaciel Hioba mówi: "Kto sieje nieprawość zbiera z niej plon".

Pismo Święte podpowiada także, że u początku zła i cierpienia stoi grzech Adama grzech pierworodny. W naturze grzech leży ciąg dalszy kara, odczucie kary. Człowiek w swej wolności decydując się na grzech doświadcza jego konsekwencji. Grzech jest trucizną zabijającą szczęście człowieka jego wewnętrzną harmonię i radość z poczucia sensu życia. Jad tkwiący w naturze grzechu daje o sobie znać w naszych nerwicach, w naszym smutku, w poczuciu bezsensu i nienasycenia. W takich sytuacjach trzeba by mówić o cierpieniu zawinionym.

Sam Hiob zaprzecza słuszności zasady, która utożsamia cierpienie tylko z karą za grzech. Czyni to w imię swego doświadczenia: przedstawia dobro, które czynił w swym życiu. Sam Bóg upomina przyjaciół Hioba za ich oskarżenia i przyznaje, że Hiob nie zawinił. Jego cierpienie jest cierpieniem niewinnego. I trzeba je przyjąć jako tajemnicę, której człowiek nie jest zdolny do końca przeniknąć swoim rozumem. Nie jest prawdą, że każde cierpienie jest następstwem winy i ma charakter kary. Hiob nie został ukarany, nie ma ku temu podstaw, ale został poddany ciężkiej próbie. Księga Hioba jest dostatecznym argumentem za tym, aby odpowiedzi na pytanie o sens cierpienia nie wiązać tylko z porządkiem moralnym, opartym na samej sprawiedliwości.

Oto chociażby jedna współczesna historia niewinnego cierpienia. Zuzia sześcioletnie dziecko, będące radością dla rodziców i bliskich. Prawie z dnia na dzień okazuje się, że jest bardzo chora. Odkryto guz na mózgu. Konieczną okazała się operacja. Potem naświetlania i podawanie chemii z wszystkimi ubocznymi skutkami. Na szczęście wróciła do zdrowia i chodzi już do szkoły. Można sobie wyobrazić pytania, które pojawiały się zwłaszcza w sercach rodziców. Jak niesamowicie ciężką przeszli próbę.

Stary Testament podkreśla także wychowawcze znaczenie cierpienia. W cierpieniach zsyłanych przez Boga na Lud Wybrany zawiera się równocześnie wezwanie do nawrócenia. "Prześladowania były nie po to, aby zniszczyć, ale aby wychować nasz naród" pisze autor natchniony. Cierpienie stwarza możliwość odbudowania dobra w cierpiącym człowieku. Cierpienie ma służyć nawróceniu. Ksiądz Józef Tischner w tekście, napisanym już w czasie choroby nowotworowej, "Robespierre i siostra Faustyna" poddaje refleksji przypowieść o Synu Marnotrawnym. Mówi, że "marnotrawnym" jest każdy, kto marnotrawi dary Ojca. Darem podstawowym jest człowieczeństwo. Dar ten człowiek może pomnożyć i może zmarnować. Syn wykorzystując wolność marnuje ów dar. W jakimś momencie syn odkrywa błąd. Nawraca się. Wraca do Ojca. Miłosierny Ojciec przebacza i przyjmuje syna do domu. Ten moment odkrycia błędu jest często związany z przeżyciem, z doświadczeniem głębokiego cierpienia. Można by rzec, że cierpienie jest wplecione w drogę powrotu syna do Ojca, włączyło się w proces nawrócenia.

Miłość jest najpełniejszym źródłem odpowiedzi na pytanie o sens cierpienia. Kochający Ojciec udzielił człowiekowi odpowiedzi w Krzyżu Jezusa Chrystusa. "Nie my umiłowaliśmy Boga, ale On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy" (1J 4,10). Miłujący Ojciec posyła Syna, aby dotknął samych korzeni ludzkiego zła i przybliżył się do całego świata cierpienia, jakie jest udziałem człowieka. Jezus to cierpienie wziął na siebie. Chrystus zbawia to znaczy wyzwala człowieka od grzechu i od śmierci. Przede wszystkim usuwa z dziejów człowieka panowanie grzechu, które zakorzeniło się pod wpływem Złego Ducha, poczynając od grzechu pierworodnego i daje człowiekowi możliwość życia w łasce uświęcającej. W ślad za zwycięstwem nad grzechem, usuwa również panowanie śmierci, dając swoim zmartwychwstaniem początek przyszłego ciał zmartwychwstania. Jedno i drugie jest warunkiem ostatecznej szczęśliwości człowieka w zjednoczeniu z Bogiem, co oznacza dla zbawionych całkowite usunięcie cierpienia w perspektywie eschatologicznej.

Kilka lat temu na Kongresie Odnowy w Duchu Świętym w Częstochowie na wałach była bardzo wymowna dekoracja. Oto Jezus umierający na krzyżu. Z tyłu postać sędziwego starca symbolizującego Boga Ojca. Co On robi? Podtrzymuje ramiona Syna. Można tak odczytać to ikonograficzne przedstawienie Ojciec był najbliżej umiłowanego Syna właśnie w momencie męki, gdyż On wtedy Go najbardziej potrzebował. Podobnie jest, gdy cierpi człowiek. Najbliżej niego jest kochający Ojciec, który go podtrzymuje by wytrwał. Na tym samym spotkaniu kaznodzieja papieski o. Raniero Cantalamessa mówił, że zderzając się z cierpieniem nie można nie wziąć pod uwagę perspektywy zmartwychwstania. Śmierć nie jest kresem. Ona niczego nie kończy, a wręcz rozpoczyna nowy etap tego samego życia. Będąc obok człowieka cierpiącego trzeba przyjąć właśnie taką perspektywę: Ojciec nie ustrzegł Jezusa od męki i śmierci, podobnie może być z człowiekiem dotkniętym cierpieniem, ale Chrystus zmartwychwstał i człowiek też zmartwychwstanie do życia wiecznego.

Można by rzec, że cierpienie ludzkie osiągnęło swój zenit w męce Chrystusa. Równocześnie zaś weszło w całkowicie nowy wymiar i w nowy porządek: zostało związane z miłością, z tą miłością, który tworzy dobro wyprowadzając je również ze zła. Najwyższe dobro Odkupienia świata zostało wyprowadzone z Krzyża Chrystusa i stale bierze z niego początek. W Krzyżu Chrystusa nie tylko Odkupienie dokonało się przez cierpienie, ale samo cierpienie ludzkie zostało też odkupione. Dokonując Odkupienia przez cierpienie Jezus wyniósł zarazem ludzkie cierpienie na poziom Odkupienia. Przeto w swoim ludzkim cierpieniu każdy człowiek może stać się uczestnikiem odkupieńczego cierpienia Chrystusa.

Oto fragment "Dzienniczka" siostry Faustyny: "Po chwili zbudziło mnie cierpienie. Było to tak wielkie cierpienie, które mi nie pozwoliło uczynić najmniejszego poruszenia, a nawet śliny przełknąć nie mogłam. Trwało to, do jakich trzech godzin. Myślałam zbudzić siostrę nowicjuszkę, z którą razem mieszkam, ale pomyślałam sobie: przecież ona nie przyniesie mi żadnej pomocy, więc niech sobie śpi, szkoda mi ją budzić. Zdałam się zupełnie na wolę Bożą i myślałam, że już dla mnie nastąpi dzień śmierci, dzień przeze mnie upragniony. Miałam możność łączenia się z Jezusem cierpiącym na krzyżu, inaczej modlić się nie mogłam (696).

Znamiennym jest komentarz Księdza Tischnera z tekstu: "Siostra Faustyna i Fryderyk Nitsche", napisanego po nawrocie choroby nowotworowej. Pisze cierpiący kapłan o współodczuwaniu cierpień Chrystusa i o tworzonej w ten sposób wspólnocie z Nim. Pisze wprost, że wtedy można dokonać istotnego aktu ofiary i ofiarować swój ból Bogu za zbawienie świata. Ofiarować to znaczy: już się nim nie zajmować. To, co ofiarowane nie jest moja sprawą, lecz sprawą tego, kto dar otrzymał. Nie ból jest tu istotny. Istotna jest miłość, która dokonuje aktu ofiary. Człowiek zbawia się nie na zasadzie ilości przeżytego bólu, ale na zasadzie miłości, która uszczęśliwia i pozwala znieść ból.

W czasie trwania wczaso- rekolekcji dla chorych na Świętej Górze w Gostyniu, na jednej z mszy świętych, wprowadzono w czasie prefacji czas na podziękowania. Chorzy i pomagający spontanicznie brali mikrofon i wyrażali Bogu wdzięczność. Zaskoczenie okazał się głos dorosłej już dziewczyny od dzieciństwa poruszającej się na wózku inwalidzkim. Powiedziała: "Panie Jezu dziękuję Ci, że jestem na wózku". To podziękowanie jednoznacznie zostało odebrane jako ofiarowanie Bogu swej niepełnosprawności. Radość tak widoczna u tej młodej osoby potwierdzała w całej pełni wypowiedziane słowa. Odkryła Boży plan wobec siebie i go przyjęła. Krzyż stał się jej drogą.

W cierpieniu kryje się jakaś szczególna moc przybliżająca człowieka wewnętrznie do Boga, jakaś szczególna łaska. W cierpieniu osoba staje się całkowicie nowym człowiekiem. Cierpienie samo w sobie jest doznawaniem zła. Ale Chrystus uczynił z niego podstawę największego dobra, jest to dobro zbawienia wiecznego. Stąd ci, którzy przeszli duże cierpienie lub w nim trwają często mówią, że cierpienie uszlachetnia.

Chyba każdy wchodzi w cierpienie z typowo ludzkim sprzeciwem oraz z pytaniem: "dlaczego?". Pyta o sens cierpienia. Pytanie to można postawić człowiekowi, ale można postawić też i Bogu. Ten, który otrzymał pytanie również cierpi i chce odpowiedzieć z Krzyża, z pośrodku swego własnego cierpienia. Niekiedy trzeba czasu, długiego czasu, by ta odpowiedź zaczęła być wewnętrznie słyszalna. Chrystus bowiem na pytanie o sens cierpienia nie odpowiada wprost i nie odpowiada w oderwaniu. Człowiek słyszy Jego zbawczą odpowiedź w miarę, jak sam staje się uczestnikiem cierpień Chrystusa. W efekcie odpowiedź na pytanie o sens cierpienia staje się nade wszystko wezwaniem, powołaniem. Chrystus mówi: "Pójdź za Mną, weź udział swoim cierpieniem w tym zbawianiu świata, które dokonuje się przez moje cierpienie, przez mój Krzyż". W miarę jak człowiek bierze swój krzyż, łącząc się duchowo z Krzyżem Chrystusa, odsłania się przed nim zbawczy sens cierpienia. Dopiero wówczas człowiek odnajduje w swym cierpieniu pokój wewnętrzny, a nawet duchową radość. Wtedy adekwatne staja się słowa Pisma Świętego: "Cieszcie się, im bardziej jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, abyście się cieszyli i radowali przy objawieniu się Jego chwały" (1P 4, 13).

Na ten paradoksalny aspekt tajemnicy Jezusa, która ujawniła się w ostatniej godzinie, godzinie Krzyża wskazuje Jan Paweł II w liście apostolskim "Novo millennio ineunte" (nr 25-27). Jest to tajemnica w tajemnicy, którą człowiek może adorować jedynie na kolanach pisze papież. Z jednej strony zauważamy najgłębsze, największe cierpienie, z drugiej radość. Czyli pojawia się dylemat: jak Jezus mógł przeżywać jednocześnie głębokie zjednoczenie z Ojcem, które jest źródłem radości i szczęścia oraz mękę konania aż po ostateczny krzyk opuszczenia? Popatrzmy na przeżycia Jezusa w Ogrójcu: "I mówił: Abba, Ojcze dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie. Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty niech się stanie" (Mk 14, 36). Aramejskie wyrażenie "Abba"- Ojcze zawiera w sobie odcień serdeczności i radość z bliskości z Ojcem. Z drugiej strony Jezus ma pełną świadomość kielicha cierpienia, który Go czeka. Mówi: "...to, co Ty (chcesz) niech się stanie". Podobnie reaguje Chrystus w czasie ukrzyżowania. Najpierw wydaje okrzyk bólu, na pozór rozpaczliwy "Boże mój, Boże mój czemuś Mnie opuścił". A za chwilę wypowiada pełne ufności słowa "Ojcze w ręce Twoje oddaję ducha mego".

Papież, aby przybliżyć tę tajemnicę przywołuje "teologię życia" świętych, którzy często doświadczali czegoś podobnego do doświadczenia Jezusa na Krzyżu. W jednym z "Dialogów" Bóg Ojciec ukazuje Katarzynie ze Sieny, że w duszach może być jednocześnie obecna i radość o cierpienie: "Dusza zatem pozostaje szczęśliwa i bolejąca: bolejąca z powodu grzechów bliźniego, szczęśliwa dzięki zjednoczeniu i serdecznej miłości, jaką sama otrzymała. Święci naśladują niepokalanego Baranka, który wisząc na krzyżu był szczęśliwy i cierpiący".

Może być jeszcze inne źródło radości w cierpieniu. Święty Paweł mówi w Liście do Kolosan: "Raduję się w cierpieniach za was". Źródłem radości staje się przezwyciężenie poczucia nieużyteczności cierpienia. Cierpienie bowiem nie tylko wyniszcza człowieka w nim samym, ale zdaje się czynić go ciężarem dla drugich. Człowiek czuje się skazany na ich pomoc i opiekę, a równocześnie sam zdaje się sobie niepożytecznym. Odkrycie zbawczego sensu cierpienia w zjednoczeniu z Chrystusem, przeobraża to przygnębiające poczucie. Wiara w uczestnictwo w cierpieniach Chrystusa niesie z sobą tą wewnętrzną pewność, że człowiek cierpiący "dopełnia braki udręk Chrystusa", że służy podobnie jak Jezus zbawieniu braci i sióstr. Zatem nie tylko jest pożyteczny dla drugich, ale co więcej spełnia służbę niczym nie zastąpioną. W Ciele Chrystusa, które nieustannie wyrasta z Krzyża Odkupiciela, właśnie cierpienie jest sprawcą dóbr nieodzownych dla zbawiania świata. To ono bardziej niż cokolwiek innego toruje drogę łasce przeobrażającej dusze ludzkie.

W życiu świętej Teresy od Dzieciątka Jezus szczególną rolę odegrał jeden grzesznik. Pojawił się on w czternastym roku jej życia. Był nim zabójca trzech osób, Pranzini, który mimo wyroku śmierci nie okazywał żalu. Teresa nie mogła pogodzić się z myślą, że może on umrzeć bez pojednania z Bogiem. Przez półtora miesiąca wszystkie swoje modlitwy i cierpienia ofiarowywała za tego zabójcę. W końcu otrzymała od Boga znak: ten wielki grzesznik w ostatniej chwili przed śmiercią chwycił krucyfiks i ucałował rany Zbawiciela. Ona wiedziała, że modlitwa może nie wystarczyć, że na szalę za zbawienie dusz trzeba składać Bogu największy dar, własne cierpienie. Teresa powtarzała często: "Jedynie cierpienie może rodzić dusze dla Jezusa".

Cierpienie, bardziej niż cokolwiek innego, uobecnia moce Odkupienia w dziejach ludzkości. Cierpienie człowieka zjednoczone z odkupieńczym cierpieniem Chrystusa stanowią szczególne oparcie dla dobra, torując zwycięstwo tych zbawczych mocy. Uczestnicy cierpień Jezusa przechowują w swoich własnych cierpieniach najszczególniejszą cząstkę nieskończonego skarbu Odkupienia świata i tym skarbem mogą się dzielić z innymi. Im bardziej człowiek jest zagrożony grzechem, im cięższe struktury grzechu dźwiga w sobie współczesny świat, tym większą wymowę posiada w sobie ludzkie cierpienie. W tym kontekście należy z całą mocą przyjąć słowa Jana Pawła II, który często mówi, że człowiek chory człowiek cierpiący jest skarbem Kościoła.

Na koniec nie sposób uciec od bardzo osobistego pytania: czy jestem gotów przyjąć powołanie związane z chorobą i cierpienie? Myślę, że nie. Choć wiem, że prawdą są słowa świętego Pawła mówiące o pozyskaniu Chrystusa "przez poznanie Go: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach w nadziei, że upodabniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych" (Flp 3, 10-11). Ufam, że gdy nadejdzie czas cierpienia Pan da MOC!

Ks. Eugeniusz Guździoł


(Tekst przygotowany na kanwie refleksji nad listem apostolskim o chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia)



»powrót do poprzedniej strony«


» Strona główna Archidiecezji Poznańskiej «